[...] Nic nie trzeba było organizować, kolonowie sami wiali na rachunek własnego strachu. Trzeba znać duszę kolona. Kolon mieszka w pięknym domku, popija mrożone coctaile, ale siedzi na beczce z prochem.

Kolon wyrżnie czarnego w głowę, czarny skuli się i odejdzie. Ale sobie zapamięta. I kolon pamięta, że czarny pamięta. Kolon wie o tej beczce, wie o tych ciosach, wie, że rozsiewał burzę. Wiedza kolona jest gruntowna.

A potem niech tylko poruszy się to nieruchome, zgęstniałe powietrze Afryki, a kolon natychmiast drętwieje. Jeszcze kraj spokojny, naród cichy i służba pokorna, ale wyobraźnia kolona już pracuje. Przychodzi na niego godzina wspomnień. [...] 

Ryszard Kapuściński, Czarne gwiazdy, Wydawca AGORA, Warszawa 2013 s. 20

pogoda.net