[…] Otto Martin z Wiesbadem był i pozostał praktykiem, który nie poszukiwał nowych dróg, lecz starał się jak najprecyzyjniej wprowadzić do praktyki policji doświadczenia zdobyte przez austriacką, niemiecką i włoską medycynę sądową.

Usiłował przede wszystkim wyszkolić młode pokolenie kryminalistyków w tym zakresie, w jakim udało mu się dotrzeć poprzez Federacyjny Urząd Kryminalny. Na konkretnych przykładach uczył rozpoznawania, zabezpieczania i oceniania śladów krwi.

Uzasadniał postulat, że w każdym niejasnym przypadku należy na miejsce zdarzenia wezwać wyszkolonego specjalistę. W razie konieczności udawał się tam osobiście, bez względu na to, czy dojazd był długi i czy odpowiadała mu pora dnia.

Zwalczał ulubiony przez niektórych funkcjonariuszy policji sposób wycinania z ubrania miejsc, w których gołym okiem zdołano zauważyć plamy krwi. Przy takiej metodzie łatwo było przeoczyć plamy drobne, słabo dostrzegalne.

Przy badaniu mniejszych części ubioru oraz różnych kawałków tkanin propagował używanie mikroskopu lub lupy celem wykrywania śladów. Każdy znaleziony rozprysk należało w tych przypadkach oznaczyć szpilkami o kolorowych główkach.

Sprzeciwiał się stosowaniu lampy kwarcowej oraz próby z wodą utlenioną, zgadzał się natomiast na korzystanie z reflektora, lupy i rozpylacza luminolu. […]

Jürgen Thorwald, Godzina detektywów, Wydawnictwo Literackie, Kraków 1975 s. 165

 

 

pogoda.net