[…] Nie ma piękniejszego, bardziej oszałamiającego lasu niż bukowy. O tej porze roku liście były już ciemnoczerwone i rozpościerały nad głową Wojnicza purpurowe sklepienie oddzielające go od jesiennego nieba.

Czyste, srebrne pnie drzewa podpierały ten ogrom, tworząc nawy i kaplice. Światło wpadało tu pokolorowane witrażami w koronach drzew, w których każdy liść był szkiełkiem grającym ze światłem według swoich reguł.

Wojnicz szedł główną nawą w kierunku jakiegoś ołtarza w oddali, jeszcze niewidocznego, ale przecież wszystko go zapowiadało. Był to wszak kościół pełen labiryntów, bocznych naw, krypt pod kamieniami, tabernakulów ukrytych w dziuplach drzew, zadziwiających ołtarzy, które tworzyły się tymczasowo na omszałych pniach przewróconych buków.

Ten kościół nie był wcale oczywisty, tak jak oczywiste bywają ludzkie kościoły, lecz przecież i tutaj dokonywała się nieustająca przemiana: wody w życie, światła w materię.

Wszystko tu szeleściło, nabrzmiewało, wzbierało, rosiło się i mnożyło, pączkowało i kląskało. Zielonkawy mech i szare porosty sprawiały wrażenie, że las wyścielono kobiercami – welwetem, baranim futrem, wełnianym filcem, miękka flanelą.

Dlaczegóż tu wcześniej nie przychodził? […]

Olga Tokarczuk, Empuzjon. Horror przyrodoleczniczy, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2022 s. 227

pogoda.net