Tu, gdzie się gwiazdy zbiegły 
w taką kapelę dużą, 
domek z czerwonej cegły 
rumieni się na wzgórzu: 
to leśniczówka Pranie, 
nasze jesienne mieszkanie. 

Chmiel na rogach jelenich 
usechł i już się sypie; 
w szybach tyle jesieni, 
w jesieni tyle skrzypiec, 
a w skrzypcach, byle tknięte, 
lament gada z lamentem. 

Za oknem las i pole, 
las — rozmowa sosnowa; 
minął dzień i na stole 
stoi lampa naftowa, 
gadatliwa, promienna 
jak ze stołu Szopena. 

W nocy tyle tu nuceń 
i śpiewań aż do rana. 
Księżyc w srebrnej peruce 
gra jak Bach na organach 
i płynie koncert wielki 
przez dęby i przez świerki — 
to leśniczówka Pranie: 
nocne koncertowanie. 

Chodzi wiatr nad jeziorem, 
trąca dęby i graby; 
i znów wieczór, wieczorem 
znów zaświecamy lampy; 
o, leśniczówko Pranie: 
lamp lśnienie, migotanie, 
księżyc na każdej ścianie, 
nocne muzykowanie. 

Sunie dorożka nocy, 
w skos, dziecinnym rysunkiem; 
dorożkarz zamknął oczy, 
konik stąpa z frasunkiem, 
cień od ściany do ściany: 
wehikuł posrebrzany; 
o, leśniczówko Pranie: 
nocne podróżowanie. 

Gwiazdy jak śnieg się sypią, 
do leśniczówki wchodzą 
każdą okienną szybą, 
każdą wrześniową nocą; 
w twoim małym lusterku 
noc świeci gwiazdą wielką. 

Konstanty Ildefons Gałczyński, Pieśni /w/ Wybór poezji, Wyd. Zakład Narodowy Imienia Ossolińskich, W-w, W-wa, K-w, G-k – 1973 s. 275

pogoda.net